meble nietypowe |Przepisy na sałatki |file-sharing-articles.co.cc
„— Nie, ale na tym poziomie nikt nie pracuje... Te pokłady są od dawna wyczerpane. Powietrze dostaje się z góry, to jednak nie pomaga tym, co pracują głębiej.
Szli przeszło ćwierć mili przekopem.
— A teraz proszę iść tuż za mną. Monsieur Vincent — ostrzegł Jacąues — tylko ostrożnie, jeden fałszywy krok, a katastrofa gotowa!
Nagle Jacąues zniknął Vincentowi z oczu. Potykając się brnął Vincent dalej, znalazł w ziemi jakiś otwór i domacał się drabiny. Otwór był na tyle szeroki, że szczupły człowiek mógł się od biedy prześliznąć. Pierwszych pięć metrów można było posuwać się jako tako; w połowie drogi jednak Vincent musiał się obrócić, na pół w powietrzu, i schodzić na dół twarzą do drabiny. Z kamieni ciekła woda, śliski ił oblepiał szczeble drabiny. Vincent czul kapiącą z góry wodę.
Wreszcie dotarli na dół. Na rękach i kolanach poczołgali się teraz długim chodnikiem wiodącym do
komór położonych najdalej od wyjścia. Komory szły rzędem za sobą, ściany podparte były nieociosanymi stropnicami. W każdej komorze pracowała grupa pięciu ludzi; dwóch wyrąbywało węgiel kilofami, trzeci zgarniał im urobek sprzed nóg, czwarty ładował na małe wózki, piąty zaś popychał wózki wąskim chodnikiem.“(5)
składki OC i AC |Bilet do Londynu |parkiet gdańsk
„— Nie, ale na tym poziomie nikt nie pracuje... Te pokłady są od dawna wyczerpane. Powietrze dostaje się z góry, to jednak nie pomaga tym, co pracują głębiej.
Szli przeszło ćwierć mili przekopem.
— A teraz proszę iść tuż za mną. Monsieur Vincent — ostrzegł Jacąues — tylko ostrożnie, jeden fałszywy krok, a katastrofa gotowa!
Nagle Jacąues zniknął Vincentowi z oczu. Potykając się brnął Vincent dalej, znalazł w ziemi jakiś otwór i domacał się drabiny. Otwór był na tyle szeroki, że szczupły człowiek mógł się od biedy prześliznąć. Pierwszych pięć metrów można było posuwać się jako tako; w połowie drogi jednak Vincent musiał się obrócić, na pół w powietrzu, i schodzić na dół twarzą do drabiny. Z kamieni ciekła woda, śliski ił oblepiał szczeble drabiny. Vincent czul kapiącą z góry wodę.
Wreszcie dotarli na dół. Na rękach i kolanach poczołgali się teraz długim chodnikiem wiodącym do
komór położonych najdalej od wyjścia. Komory szły rzędem za sobą, ściany podparte były nieociosanymi stropnicami. W każdej komorze pracowała grupa pięciu ludzi; dwóch wyrąbywało węgiel kilofami, trzeci zgarniał im urobek sprzed nóg, czwarty ładował na małe wózki, piąty zaś popychał wózki wąskim chodnikiem.“(5)
składki OC i AC |Bilet do Londynu |parkiet gdańsk